19:47:23 7/08/2010
[My Bloody Valentine] Niekończące się kilofy
Oto pierwsza szmira na MnS!
Obraz, który jest za słaby na prawdziwą rzeź i zbyt głupi, by nazwać go horrorem. Ze wszystkiego najbardziej podobało mi się zakończenie - było w miarę zaskakujące i dało się je znieść.
Nie wiemy jeszcze, w jakiej formie pojawiać będą się szmiry - pomysł jest nowy i nietestowany.
Shoutbox narazie pozostanie wspólny dla MnG i MnS.
Krytyk:
Avenitr
Film:
My Bloody Valentine, 2009.

Nie, skąd. Próbowali się pociąć, tylko coś nie wyszło.

Podejrzany morderca z kopalni zapadł w śpiączkę. I budzi się w drugiej minucie filmu. Pielęgniarka podchodzi do jego łóżka, sprawdza kroplówkę i po chwili orientuje się, że pacjent zniknął. Mądra kobieta, nie ma co. A najfajniejsze, że on jest tuż za nią.
Zamiast sceny krwi - czerwony tytuł filmu. Nie wiem, jak inni widzowie, ale ja wolę zobaczyć jak on ją zabija zamiast tego kiczowatego logo.
W tle oczywiście kobiece piski, bo czegóż innego można się spodziewać...

Policja przyjeżdża, a na miejscu porozrzucane manekiny. Powiało grozą.
Swoją drogą, jak
to the hell jeden człowiek, który dopiero wybudził się ze śpiączki, zmasakrował cały szpital?
Jedna z najważniejszych zasad horroru: Główne Zło się nie męczy i jest
immortal. Oczywiście dopóki nie spotka Głównego Dobra.

Krew na ścianie, krew na szybie, ścierał szmatą zaspany cieć... Closterkeller - "Dlaczego noszę broń".
Pasuje, nie?
Wszędzie wyrysowane serduszka (krwią oczywiście, coby nie tracić klimatu), a z ludzi powyrywane bebechy. <3 "Wesołych, kurwa, walentynek" to chwytliwe słowa na rozpoczęcie filmu.
Nagle policjant stanął przed małym, okrągłym serduszkiem, ale to urocze. Jeszcze biło, co tylko podwaja cukierkowość sceny.
- Harry Warden to zrobił.
- On jest w śpiączce.
- Właśnie się wybudził
*chwila ciszy*
- Ciekawe dokąd poszedł?
Rzucił się w wir zakupów, a co.

Za moich czasów to był "ser!".
Bohaterowie są przed jakąś imprezą w... wodociągach? Cholera wie co to jest, ale wygląda zachęcająco. Pełno pijanych nastolatków.
I od razu wykład moralny dziewczyny (Sara) głównego bohatera (Tom)! Kocham to.
Dziewczyna: Nie musimy tam iść.
Chłopak *z masakrycznie niechętną miną*: Zależało ci.
D: A czy tobie zależało?
C *z jeszcze bardziej niechętną miną*: Oczywiście!
Zgadnijcie co: uwierzyła mu. Podejrzewam, że to, iż chwilę później wyznali sobie miłość miało na to wpływ.

Dobry jest ten maniak. Tom poszedł po piwo do auta (zapomniał, bystrzacha), a Sara weszła do wodociągów/kopalni/jaskini i nagle w środku nikogo nie ma (chociaż poprzednia scena (przed pocałunkiem) obfitowała w roześmianą młodzież z puszkami wypełnionymi piwem).
Musieli się do siebie na długo przyssać.
- Myślałaś, że to Harry Warden (maniak - przyp. Ava)? Michael, patrz co...
I to by było na tyle z zajebistej imprezy.
Sara ucieka, maniak za nią idzie. Idzie, bo po co ma gonić - przecież jeszcze nie w formie po śpiączce! Laska chowa się z dwoma ocalałymi osobami (tymi, którzy chcieli, żeby obiecała im zrobienie laski)... i do kopalni (tak, doszedłem do wniosku, że to kopalnia, bo jest dużo piasku i maniak znowu ma kilof) wpada jakaś ofiara, która potyka się na wejściu i jak głupia wita się z mordercą.
Epicka scena: gostek orientuje się, że zaraz zginie, odwraca się... i uderza głową w wystającą rurę. Prawdopodobnie trup na miejscu. Dzięki za ułatwienie zadania, man (ale i tak go dobił)!
Blondynka uciekła, chłopak się wywrócił, a nasza bohaterka, która uciekała na początku postanawia walczyć. Łopatą. Którą maniak jej wyrywa.
Wtem na odsiecz jakaś inna urocza blondynka (to przecież horror, musi być ich sporo), której głowa zostaje przepołowiona. Czym? Łopatą. Tak, właśnie. Łopatą.
Jakoś udaje im się wyrwać ze Szponów Zła i odjeżdżają z kilofem wbitym w przednią szybę (nie martwcie się, maniak ma jeszcze kilka) zostawiając na pastwę maniaka Toma, który zdążył już wrócić (bez piwa!).
Zostaje uratowany przez policjantów, którzy strzelają do maniaka. Trafiają. A on sobie idzie.
MIJA 10 LAT
Ogólnie sielankowe sceny, uśmiechy, wyznania o ciąży, a w tle muzyka budująca napięcie. WTF?
Powraca główny bohater. Chce sprzedać kopalnię (teoretycznie należy do niego) i jest ćpunem.
Za ścianą para uprawia dziki seks. Po wszystkim okazuje się, że On wszystko nagrywał.
On: Zapłacę ci.
Ona: Nie jestem dziwką.
On: *wyjmuje kasę* Już jesteś.
On wychodzi, Ona za nim. Zapomniała się ubrać, ale to naprawdę nieistotny szczegół. Macha cyckami, celuje nienabitym pistoletem i jest pogardliwie ignorowana (co jest w gruncie rzeczy dziwne, bo ładna). On otwiera drzwiczki swojego TIRa... Z którego wyłania się maniak i zabija go kilofem.
Ja się w tym momencie zapytam: WHAT THE FUCK? Co on tam robił?! O.o

Nie, to nie jest klatka. Ona wzięła sobie jako tarczę szkielet łóżka, a maniak próbuje ją trafić.
Chwilę później miejscowy szeryf dostaje walentynkę. Serce. W pudełku. Od maniaka, który podstępnie ukradł jej gołej pani chowającej się za kratką.
Najlepsze jest to, że niektórzy są tak głupi, że wierzą, że to ten sam maniak co 10 lat wcześniej (on został zabity przez policjantów - przyp. Ava).

Już wiem, kto zginie następny <;
A teraz pytanie za 666 punktów: co ćpał scenarzysta? Każdy w mieście chce zjeść Toma za to, że maniak go nie zabił 10 lat temu.

Obcy? Nie! To maniak, który zamiast zabić swoją ofiarę i iść po następną zamyka ją w jakimś drucianym schowku. Patrzy chwilę, odwraca się i idzie zabić kogoś innego. Kurde, też bym tak chciał jak kiedyś spotkam maniaka.

Nagły zwrot akcji: Harry Warden żyje! Alleluja! JEZUS! Proszę, przed wami pusty grób.
A teraz może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego Tom polazł do tej głupiej kopalni sam i na widok światełka w lesie poleciał w jego stronę (prawdopodobnie bez broni)?

Zastanawiam się, czy w ogóle muszę pisać jakiekolwiek komentarze. Tom właśnie wszedł do jakiejś starej, opuszczonej chaty w lesie. Pewnie zaraz odbędzie walkę z maniakiem, ale nie będzie to walka ostateczna, bo jestem w połowie filmu.
...
Dobra, myliłem się. Tom znalazł w chacie stare walentynki (a wszyscy wiemy, jak wyglądają walentynki od tego konkretnego maniaka), zaś Harry poszedł zaciukać jakiegoś staruszka w jego domu (najprawdopodobniej byłego szeryfa - jest dwóch staruszków, razem zabili Harry;ego 10 lat wcześniej).
Warto odnotować, że w tym celu włożył mu kilof w nos.

Pamiętacie jeszcze Sarę? No więc maniak już jest w jej sklepie (przy okazji - to pewnie stamtąd bierze nowe kilofy). To w tle to jej pomocnica Megan, która zaraz umrze, a nasza bohaterka epicko, lirycznie i dramatycznie ucieknie w ramiona Toma, który próbuje ją odbić Axelowi, który jest jej mężem. Warto wspomnieć, że Axel zdradza Sarę z Megan.
I nie, Sara to nie alter ego Brooke Logan.
W tym czasie drugi stary policjant i jakaś młoda funkcjonariuszka wchodzą do domu, gdzie maniak podobno jest. Trochę krwi, kobieta ugotowana w pralce, żywe dziecko schowane za kanapą, Harry zabijający za pomocą swojego tysięcznego kilofa...

Kolejny zwrot akcji! Axel przychodzi po Sarę do szpitala, ale właśnie się wypisała. Dlaczego? Tom do niej zadzwonił aby poinformować ją, że Harry to nie Harry i musi jej coś pokazać. Z doświadczenia przewiduję, że tak naprawdę wszystko uknuł Voldemort.
A teraz fajne zagmatwanie: Axel myśli, że mordercą jest Tom, a Tom myśli, że mordercą jest Axel. A zaraz Czarny Pan urządzi im krwawą masakrę.
Jeśli myśleliście, że wjechanie na prostej, pustej drodze w wystający konar drzewa jest niemożliwe - myliliście się! Wystarczy wpuścić Sarę za kierownicę.
A jeżeli byliście przekonani, że wejście do starej, rozpadającej się chaty w lesie po nocy graniczy z idiotyzmem - również się myliliście! Sara weszła.
Powszechna jest również zasada: jeśli goni cię maniak, skryj się w ciemnej, pełnej zakrętów kopalni, którą on zna jak własną kieszeń!
Axel: On jest zabójcą!
Tom: Nieprawda! Nie słuchaj go!
Axel: Był w psychiatryku!
Tom: A walentynka od Megan (to dziewczyna, która była w sklepie z Sarą - przyp. Ava)?! Te same słowa były na murze!
Axel: Zabij nas obu!
Tom: Nie!
Sara: Zaraz! Skąd wiesz, co było napisane na murzeee?!
Kłóćcie się, kłóćcie. A Lord Voldemort rośnie w siłę...!

Ostatni (chyba) zwrot akcji - Tom okazuje się być opętaną przez Harry'ego marionetką i bije się z Axelem, który jak głupi się na niego rzucił zamiast dać Sarze strzelić.
Axel zostaje przecięty kilofem (nie, nie wiem skąd go wziął. Po prostu nagle miał), a Sara czeka, aż Tom odbiegnie, żeby móc zacząć strzelać. Najlepsze jest to, że ona wcale nie jest blondynką!

Ostatnie słowa Axela: Tom nie żyje.
Poprzednia scena: Tom zabija ratownika medycznego magicznie przywołanym kilofem.
Ostatnia scena: Tom zdejmuje kostium ratownika i idzie w niebyt.
Biedni, nieświadomi bohaterowie...
Głosuj (1)
[
komentarzy 6] [
Komentuj]